niedziela, 29 listopada 2009

uhu

Wróciłam po 3 dniach delegacji. Niebywałe, bo Ł. mówi wyraźniej i sporo nowych słów. Na topie dalej sowy. Ale też słonie, hipopotamy i lwy. Ł. wszytkie te zwierzęta obejrzała pilnie na youtubie a dziś znaleźliśmy dla niej w necie mnóstwo sów.

Wszystko to zaczęło się od piosenki "my jesteśmy rada puchaczy", która rano nawet leciała w Zagadkowej Niedzieli. I z obrazków wynika, że puchacze są bardzo ładne. Tak to dajemy się wkręcić w fascynacje naszej córki...

środa, 25 listopada 2009

Odśnieżenie

Jak spojrzałam na daty, to wyszło, że od ostatniego wpisu minęło pół roku. Popatrzyłam sobie przez ten czas na różne blogi pisane z wielkim zaangażowaniem, talentem, humorem - i to osłabiło mój zapał. Ale spróbuję jeszcze raz - po cichutku, małymi krokami.

Pierwsza i najważniejsza wiadomość - już za chwilę nazwa "na sztuki" przestanie mieć rację bytu. Czeka nas kolejna i na pewno nie ostatnia w życiu przeprowadzka. Mieszkanie większe, ciepłe, wygodniejsze, choć... no pewne rzeczy odchodzą bezpowrotnie.

Druga rewolucja, choć rozgrywająca się powoli i podstępnie - Łucja gada. Jej język jest w dużej mierze dialektem stworzonym od podstaw. "Lau" to kotek; "Lu" - zapnij, zamknij; "tyty" - buty i dużo, dużo innych - codziennie nowe.

A materiał zdjęciowy - wspomnienia z Włoch, skąd wróciliśmy dwa tygodni temu a wydaje się, że hu hu..

P.S. "huhu" to sowa rzecz jasna (zwykle Ł. widzi sowę, tam gdzie my byśmy w życiu nie zobaczyli)





poniedziałek, 25 maja 2009

real/wirtual

Wszystko się miesza... Dziś spotkałam na placu zabaw mamę z dwiema córkami, które kojarzę z bloga. Tata tych dziewczynek jest fotografem, stąd na blogu dużo pięknych zdjęć. Ale nie odważyłam się zagadać... I czuję się w związku z tym trochę jak szpieg. Zawsze jak widzę kogoś, o kim wiem, kim jest a on nie ma pojęcia kim jestem ja - mam głupią minę. No bo jak tak...zagadnąć...

Dobrze, że blog na sztuki nie jest masowo czytany;)

To jeszcze zdjęcie. Stare całkiem, ale ostatnio głównie zasuwam do pracy i mało okazji do fotografii.






Acha, Łucja czapki zakłada sobie sama, które chce i jak chce

A na deser - film pamięci Michela Jacksona... Tu pragnę nadmienić, że słuchałyśmy go wcześniej, niż zaczęły go puszczać wszystkie stacje radiowe:)

środa, 6 maja 2009

Słomiane wdowy (?)

no w każdym razie jakby tego nie nazwać, siedzimy same. Kuba pojechał do Wilna realizować Dziady. To tez pierwszy tydzień, gdy chodzę do pracy, choć na razie wyszłam tylko raz. Opiekunka powróciła po tygodniowej niedyspozycji. Wieczorami staram się zmobilizować do złogów pracowych (a miałam nie pracowac w nocy! - chyba jeszcze się tak nie da). I rozpaliłam w piecu bo zimno trochę się zrobiło. '

Całe to uwijanie się uświadamia mi, co znaczy być tzw. samotną matką, szczególnie, że miałam ostatnio okazję kilka takich dziewczyn spotkać. I to jest jakieś niepojęte - ciężar odpowiedzialności, zagwozdka jak wytłumaczyć tę sytuację dziecku - nie może mi się to pomieścić w głowie. Oj, kurcze - nie wolno narzekać, na to co się ma.

czwartek, 30 kwietnia 2009

Plac Szembeka...

wyrasta na kultowe miejsce. Tutaj link do sentymentalnego opisu na jednym z blogów http://syrenigrod.wordpress.com/2009/03/17/plac-szembeka/ a ja juz za dwa tygodnie będę prowadzić fokusy z mieszkańcami na temat rewitalizacji pl. Szembeka i STRASZNIE się cieszę. Koleżanki z Karowej wiedza jak mi sprawić przyjemność

piątek, 24 kwietnia 2009

Aktualizacje

eksperymenty z grafiką nadal trwają.

film z wiaderkiem już da się odtworzyć. Ale pisałam już, że nieaktualny, prawda?:)

wtorek, 21 kwietnia 2009

Wieści z Afryki.

nigeryjski korespondent nadaje:

widoczek z wczoraj - na mszy podchodzily rodziny po blogoslawienstwo i nosly dary, takie tam zwyczajne, jak maniok czy banany. Naraz - widze cala kure trzymana za nogi. Wygladalo super. Ministranci bokiem to wszystko wynosili i.. rozleglo sie gdakanie. Kura byla zywa. To lubie. Ciekawostka liturgiczna - zamiast kropidla do wody swieconej - spryskiwacz, jakiego uzywamy do bielizny. Proste, a jakze praktyczne.



Co sobie zwizualizuję ten spryskiwacz to się chichram...

piątek, 17 kwietnia 2009

STAŁO SIĘ!!!

Film z wiaderkiem jest już NIEAKTUALNY. Dziś tuż przed kolacją Ł. rozpoczęła zabawę - odbijam się od kanapy i lecę w stronę babci. Po 20 minutach biegała już po całym domu.






I pomyśleć, że dziś przy śniadaniu pierwszy raz zastanawialiśmy się, kiedy zostaniemy dziadkami:)

środa, 15 kwietnia 2009

filmowo

no nie mogę się oprzeć... zarzucam sieć zdjęciami i filmami z dzieckiem. A więc, tylko dla tych co maja ochotę - film nr 1 - Łucja co mogłaby już chodzić, gdyby chciała (uwaga - ostatnie sekundy tylko dla widzów o mocnych nerwach), film nr 2. - muzyka gruzińska łagodzi obyczaje.






P.S. Zmieniłam grafikę, bo to jakoś nie idzie o dziecku tak na czarno

czwartek, 26 marca 2009

zmienność pogody, zmienność nastrojów

Dziś w konwencji fotostory, ze szczególna dedykacja dla tych, co daleko.

Wczoraj rano było tak:






Wobec czego dzień był pełen skupienia, a nawet nieco w konwencji blue:





Za to dziś od rana za oknem:



Wobec czego humor rozrywkowy (powiedziałabym, że nawet trochę dresiarski:) i odmowa spania:



Po godzinie, na szczęście, udało się... Cisza, spokój, można posprzatać...




jestem zależna od pór roku jak jakaś Demeter:)

piątek, 27 lutego 2009

dzień, którego nie było

chcę napisać tylko tyle, że to był piątek i że wrył mi się w pamięć juz chyba na zawsze. Było trochę słońca ale nie za ciepło. Na izbie przyjęć pani jednym palcem stukała w komputer wpisując moje dane. Pani w szatni zyczyła wszytskiego dobrego i mówiła że ma wnuka. Bardzo chciałam być dzielna i jakoś tam w sumie byłam... Żałowałam, że nie mogę słuchać radia, bo puszczali tego dnia obciachowe piosenki, takie jak lubię.

Jutro świętujemy pierwsze urodziny Ł. ale ja też przy tej okazji sporo myślę o sobie, o tym co mnie spotkało i jak bardzo się zmieniło moje życie. O tym, że "ja" przestało być wtedy najważniejsze i że nawet po roku to nie jest łatwe.

widzę przez okno, że zycie płynie sobie normalnie



W któreś z tej sal jestem ja:)

czwartek, 29 stycznia 2009

Naprawdę wspaniała piosenka - o twórcach!

Skopiowane ze strony Chłodnej. W moim ulubionym klimacie - zdążyć z piosenką.

poniedziałek, 26 stycznia 2009

co mi sie tam kojarzy...


Za oknem zimowo zaczyna się dzień
zaczynam kolejny dzień życia
wyglądam za okno na oczach mam sen
a Grochów się budzi z przepicia






Nowy rok już zima minie
kto pod lodem został, a kto dalej będzie biegł
ciepły front napływa już
i światła więcej w głowie
Nowy rok wiosna będzie od nowa
znów stawiamy kruchy domek z kart
może teraz uda się
i tylko tchu mi brak


poniedziałek, 12 stycznia 2009

Dziś po raz pierwszy...

zapomniała o Łucji. Byłam w odwiedzinach u pewnego noworodka, trzymałam go w chuście, rozmawiałam z jego mamą i dopiero płacz przypomniał mi o tym, że mam dziecko, które paręnaście minut wcześniej wyruszyło za kotkiem na samotne zwiedzanie mieszkania. Z jednej strony moje przerażenie, że tak stępiłam czujność, z drugiej zafascynowanie, że moja podświadomość zaprogramowana jest na jedno dziecko i skoro one spokojnie leży na moich kolanach - to wszystko jest ok.

czwartek, 8 stycznia 2009

Z Nowym Rokiem - Starym Blogiem

Postanowiłam, że się wezmę. Podczas Świąt spotkałam czytelników w realu, którzy oświadczyli, że można się skichać od patrzenia w kółko w ten sam post. Tylko, tylko... podstawowy problem jest taki, czy ma się coś do powiedzenia.

Tak więc sobie i innym niepewnym własnego zdania dedykuję piosenkę zespołu Iwona a poniżej zdjęcia, które obrazują leniwy upływ czasu u nas w domu. Na pierwszym ja usypiam Łucję podczas południowej drzemki, na drugim Łucja sama się usypia podczas śniadania.