piątek, 27 lutego 2009

dzień, którego nie było

chcę napisać tylko tyle, że to był piątek i że wrył mi się w pamięć juz chyba na zawsze. Było trochę słońca ale nie za ciepło. Na izbie przyjęć pani jednym palcem stukała w komputer wpisując moje dane. Pani w szatni zyczyła wszytskiego dobrego i mówiła że ma wnuka. Bardzo chciałam być dzielna i jakoś tam w sumie byłam... Żałowałam, że nie mogę słuchać radia, bo puszczali tego dnia obciachowe piosenki, takie jak lubię.

Jutro świętujemy pierwsze urodziny Ł. ale ja też przy tej okazji sporo myślę o sobie, o tym co mnie spotkało i jak bardzo się zmieniło moje życie. O tym, że "ja" przestało być wtedy najważniejsze i że nawet po roku to nie jest łatwe.

widzę przez okno, że zycie płynie sobie normalnie



W któreś z tej sal jestem ja:)

6 komentarzy:

Anonimowy pisze...

rosnijcie szczesliwie :)

Ola pisze...

ja to może juz nie, chyba że duchem:)

Agata i Paweł pisze...

Ola, trafiłam przypadkowo na Twojego bloga - fajo. Podoba mi się piosenka zespołu Iwona - pierwsze słysze, ale chyba zostanę fanką.
No i oczywiście sto lat dla Łucji! nie to żebym sugerowała coś ad. świeżości postów ;P

Anonimowy pisze...

Cześć Olu! pozdrawiam Was bardzo serdecznie i sprawdzam co jakiś czas co nowegona blogu, jak Łucja i jak Wasze grochowskie życie? :) czekam niecierpliwie na aktualizacje! Marysia J.

Ola pisze...

--> Agata - polecam jeszcze piosenkę "Ratunku, niestety nie widziałem nigdy gołej kobiety":)

--> Maria, dzięki. A Ty za granicą czy w Polsce?

Anonimowy pisze...

we Włoszech - konserwacja malarstwa. ze zdecydowanym planem powrotu na Mariensztat jak tylko zdobędę odpowiednie doświadczenie i referencje :)
wzruszyły mnie kadry z filmu na blogu tryktrak, piękne naprawdę!
Powiedz mi co porabiasz oprócz oczywistego(i napewno przyjemnego) bycia mamą? Pozdrowienia dla grochowian (grochowiaków?)M.