sobota, 6 września 2008

edukacja

Kolki jelitowe to tylko z pozoru nic groźnego. Występują jedynie u osłabionych niemowlaków i najczęściej pojawiają się po trzecim tygodniu życia. Charakteryzują się silnym, napadowym bólem brzucha, co u maluchów równoznaczne jest z wielogodzinnym, nieprzerwanym płaczem. Nie wiadomo, co powoduje chorobę, ani co może ją wyeliminować. Bez odpowiedniej opieki i diety może dojść do poważnego skrętu kiszek u dziecka, który da się wyleczyć jedynie operacyjnie.

Skąd ten mądry wywód? Ano z "Pudelka". Bo chodzi o to, że bliźniaki Angeliny mają kolki, ona ma depresję poporodową (tak jak J.Lo, która ratuje się udziałem w traitlonie i namiawia do tego inne matki!), a Brad wyjeżdża sobie na festiwale.

Akapit o kolkach jest najdłuższym w całym tekście, myślę iż redakcja zakładała, że czytelnicy z racji wieku i doświadczeń nie wiedzą jak zła jest sytuacja Angeliny.

Mam przeczucie, że to tylko element szerszej edukacji młodego pokolenia. Stawiam na to, że w M jak Miłość dziecko Cichopek też będzie wyło;)

czwartek, 4 września 2008

bilans 2 lat

dostępy pod adresem http://picasaweb.google.com/a.daszkowska/Dwulatka02#

Bilans 6 miesięcy



ja:

kino - 3
wyjścia bez usypiania - 2
ciągoty do świata - umiarkowane
zmęczenie - w normie
ilość pracy - dałoby radę więcej
stresy - trochę przed zimą

Łucja:

waga - 7 kg
alergia pokarmowa - bliska jest diagnoza że brak:)
nowości w diecie - powolutku
energia - niespozyta
zęby - 2
pełzanie - jest
czworakowanie - w przygotowaniu
śmiech - na cały głos
słowa - bo-bo-bo, ta-ta-ta, ke

niedziela, 6 lipca 2008

Dawno nas nie było...




Łucja ochrzczona, cztery miesiące na karku - stosunek do życia generalnie pozytywny. Hobby - gardłowe śpiewy tradycyjne, akrobatyka, zalegiwanie na trawie.

poniedziałek, 19 maja 2008

Dzika

Swego czasu (choć nie za mojej kadencji) było na Bednarskiej dziewczę, które urodziło dziecko gdzieś w okolicach drugiej klasy liceum. Szkoła należy jak wiadomo do tych wrażliwych społecznie - postanowiono więc pomóc uczennicy, która po krótkiej absencji zaczęła uczęszczać ponownie na lekcje, zabierając ze sobą potomka. Tak więc do grona dziwnych i niespotykanych obrazów z Bednarskiej doszedł tez ten, jak Ługowska objaśniając zawiłości literatury, tuli dziecię pod tablicą. Uczennica, nazywana Dziką była tez przeze mnie widywana często na Chmielnej, gdy z wyrazem oczu godnym jej ksywy, szybko popychała wózek o różnych dziwnych porach dnia a zdarzało się ze i wieczoru.

Odkąd Łucja skończyła 2 miesiące bywają dni, że czuję się jak Dzika - zasuwając z wózkiem po Krakowskim Przedmieściu, załatwiając sprawy na UW i spotykając tabuny znajomych. Kuba przyznał się, że też czasem tak się czuje - babysittując Łucję a jednocześnie pracując, załatwiając sprawy w ZUSie itp, itd.

Nasza córka patrzy czasem nieufnie, gdy wyciągamy ją z wózka w dziwnych miejscach i okolicznościach ale ogólnie wykazuje dużą tolerancję. Do czasu, jak myślę - ale może uda nam sie ją jeszcze zabrać na badania małych, gminnych bibliotek (w czerwcu).

A z dokumentacji wrzucam zdjęcia z wyprawy na wystawę o Bobkowskim (żeby nie było, że targamy ją wszędzie, nie poszerzając jej horyzontów).





wtorek, 25 marca 2008

Czy blog zmieni się teraz w blog o dziecku?

...sama zadaje sobie takie pytanie. Siłą rzeczy jest to na razie główny realizowany przeze mnie projekt. A więc pewnie przez pewien czas Ł. będzie główną bohaterką wpisów - co by nie mówić - dzień po jej pojawieniu się na świecie strona odnotowała rekordową liczbę wejść:)

Ł. milowymi krokami zbliża się do momentu, gdy przestanie być noworodkiem - już w ten piątek. Poniżej parę ujęć z tego Sturm und Drang periode. więcej tutaj





piątek, 14 marca 2008

Fundament macierzyństwa...

... to możliwość pojechania na 1,5h samochodem do miasta. Przebieżka Nowym Światem, spotkanie kilkorga osób, wypicie herbaty na Karowej, kupienie sobie kawy w Coffee Heaven i poprzeglądanie pism w Empiku.

Potem macierzyństwo ma zupełnie nowy wymiar. To wszystko dzięki mężowi, który zabrał córkę na spacer:)

środa, 12 marca 2008

Górki/dołki

Dziecko rośnie. Mimo wysiłków nie udaje się uregulować jego trybu życia. Śpi wtedy, kiedy chce - żyje aby jeść... Podobno to później się normuje... A jeśli nie?

sobota, 1 marca 2008

jedna minuta z pierwszego dnia życia Łucji

specjalnie dla stałych czytelników "nasztuki" nie lada gratka...


poniedziałek, 25 lutego 2008

Przeterminowanie

Dzieciuch odmawia wyjścia. Świat najwidoczniej go nie kręci - Wajda nie dostał oskara, Tusk nie spełnia obietnic, pada... W sumie się dziecku nie dziwię...

piątek, 22 lutego 2008

Opieka medyczna

W 7 miesiącu ciąży dowiedziałam się nagle, że moja dotychczasowa lekarka już w tej przychodni nie pracuje ("a Irlandia podobno jest taka zielona..."), przez co trafiłam pod opiekę pana doktora, (wiek ok. 50) co jest bohaterem forum "zły ginekolog". Jego charakterystyczny styl polega na tym, że spóźnia się 1,5h, a potem załatwia pacjentki w 5 min. Nie odpowiada na pytania, tylko pomrukuje. Ale za to do towarzystwa ma przemiłą położną, która bardzo się stara, aby pacjentce nie było tak strasznie przykro.

Prowadzą tez między sobą ożywione dialogi:

Doktor (waląc w aparat do USG, który wygląda jak ruski telewizor z lat 70) - No włącz mi się
Położna: Oj, pan doktor tak się denerwuje
D: A co mam się nie denerwować... No dobrze, dziecko żyje - zastawka, widzi pani?
Ja: Uhm
P: To najpiękniejsza zastawka na świecie!
D: A pani, co pani stamtąd widzi? Z pani wzrokiem?
P: Oj, pan doktor lubi być złośliwy

I to byłby nudny koniec tej historii, gdyby nie fakt, że dzięki nieocenionemu serwisowi youtube, mogłam zweryfikowac niejasne poczucie, że gdzieś takie rozmowy już słyszałam...

Voila!



I jeszcze, to! :)

poniedziałek, 18 lutego 2008

Postępy w lekturze

Jeden z czytelników zwrócił się z pytaniem, czy doszłam już do momentu, jak Scarlett je strąki. Otóż, owszem. Zwracam jednak uwagę, żeby nie traktować tego fragmentu pobłażliwie - to punkt zwrotny w powieści! Od tego momentu Scarlett zaczyna zależeć bardziej na kasie niż na Asheley'u - to możnaby nawet powiedzieć, że metafora przemian w obyczajowości Południa. Scarlett jest ikoną nowych czasów. Tak, tak...

Dla tych, co nie pamiętają za bardzo o co chodzi - materiał filmowy:



W następnych odcinkach parę uwag na temat "Przeminęło z wiatrem" a kwestie ciąży, porodu i laktacji!

sobota, 16 lutego 2008

Życie w 9 miesiącu bywa monotonne...

... jednak nie aż tak, jak życie bohaterów polskich seriali. Gazeta Telewizyjna zachęca nas do obejrzenia czwartkowego odcinka "Klanu"

W drodze do banku Jacek pyta Donatę o jej męża w Stanach. Donata chce przeprowadzić rozwód zaocznie

Dalej, napięcie rośnie!!!

Michał jedzie na budowę po Justynę. Elżbieta siada przy komputerze ale na forum nie ma jej ulubionego nicka. Tymczasem Jerzy przysypia przed telewizorem

środa, 13 lutego 2008

nie, nadal nic;)

Statystyki wykazują, że w ostatnich dniach nerwowość czytelników wzrosła:) zaglądają na kilka sekund a brak wpisów niepokoi ich jeszcze bardziej.
Okazało się, że nie należę do ciężarnych, które swe ostatnie dni opisują w trybie lajf (dla chętnych do tego typu wrażeń blog - www.dziennikciezarowca.blox.pl - facet spędzał chyba pół doby przed komputerem, ale fakt - dzięki temu wydali mu to potem jako książkę:)

Ja leniwe dni poświęcam lekturze "Przeminęło z z wiatrem". Jestem w połowie tomu pierwszego (z czterech). Scarlett jako młoda wdowa udaje się do Atlanty... Jeśli czytelnicy sobie życzą - mogę codziennie dla ich spokoju wrzucać streszczenia kolejnych partii:)))

poniedziałek, 11 lutego 2008

Halo, czy Ty przypadkiem nie rodzisz?

Teraz zdarza mi sie dostawać takie smsy codziennie:) Wymyśliliśmy z Kubą, że podejmiemy sie relacji z porodu on-lajn "z czuba i na żywo". Jak wiadomo, w takich relacjach - gdy nie za bardzo coś się dzieje - należy raczyc czytelnika wieloma informacjami uzpełniającymi. Tak więc tylko u nas znajdziecie - sławne rodzące na Solcu, opinie z forum o naszej położnej, instrukcję obsługi ktg, - to wszystko w przerwach miedzy skurczami. W czasie skurczy - wiadomo - pełno wykrzykników i postępy rozwarcia:)))

A dzis byłam w szpitalu na izbie przyjęć, gdzie podłączyli mnie na 30 min do maszyny, która robi bum-bum-bum. Co jakiś czas przychodzi położna i mówi "no jeszcze z 15 min" a ja czuję się jak zupa w kociołku...

piątek, 8 lutego 2008

impresje

Przypomniało mi się jeszcze, że w Lemingach była taka opcja "wysadzania" ich. Wtedy nad głową Leminga tykał zegarek a potem było "bum"... Jakoś tak podobnie się czuję...

sen/jawa

cisza. Ale w nocy bywa dziwnie. Dziś obudziłam się, w ogóle nie czując brzucha - jak w znieczuleniu. I zaczęłam się zastanawiać, czy w środku jest nadal dziecko. A potem zasnęłam i śnił mi się poród - całkowicie w konwencji reality. I potem znowu obudziłam się znieczulona.

Ot, bzik:)

piątek, 1 lutego 2008

stan odmienny

Słusznie obrywam za milczenie. Inna kwestia, że chyba wciąż nie wiem, do końca do czego blog służy. Dzisiaj widziałam parę blogów dalszych znajomych - dominuje tam publicystyka, czasem jakieś świadectwa (tu w przypadku zaangazowanych katolików). Tymczasem ja na publicystykę jestem zaimpregonowana, do zwierzeń i świadectw nie jestem skora (bo przecież nie mam pojęcia, kto to czyta) - no więc co...

A poza tym to jestem w stanie odmiennym - i to nie chodzi o takie proste definicje jak zmieniający się rozmiar, posapywanie na schodach i kaczy chód. Codziennie mam nowy pomysł na określenie tej sytuacji. Otóż, czuję się jakbym:

1. Leciała w misję na Marsa (tak mnie traktują ludzie, z którymi się widuję "pa,pa - do zobaczenia w nieokreślonej bliżej przyszłości")
2. Oczekiwała wizyty gości z totalnie obcego kulturowo kraju (poradniki savoir vivre polecają wyprasować wszystkie rzeczy dla gości - dotąd prasowałam tylko koszulę, którą mąż wkłada w wigilię).
3. Zdawała maturę - no niby wszyscy zdają, nie można oblać ale słaba ocena to też wstyd

A nad głową wisi wydarzenie o nieznanej dacie - może to stać się dziś w nocy a może za 3 tygodnie, wydarzenie od którego nie ma odwrotu - "nie, dzięki nie mam ochoty" nie wchodzi w grę, które ma opinię nieprzyjemnego i od którego moje życie zmieni się na zawsze...

Ej, na serio - to jest takie zwykłe i zdarza się kobietom od zawsze?



Zdjęcie autorstwa mojego męża - zafascynowanego widokiem naszej guru - połoznej ze szkoły rodzenia na tle wielkich macic... Mężczyźni też bez wątpienia przezywają tę kwestię.


Mąż mówi do mnie Szarik - co znaczy "kuleczka"