środa, 31 października 2007

Ksiądz Sztuka

Wbrew pozorom nie jest to postać typu ks. Skorupka albo ks. Skarga. Ks. Sztuka był proboszczem parafii na pl. Szembeka od (chyba) 1924 roku do 1970r. Jako, że moja rodzina pochodzi z Grochowa - wszyscy go dobrze znali. Dawał ślub moim rodzicom, wujostwu, chrzcił moją siostrę. Nawet moja szefowa chodziła do niego w dzieciństwie do spowiedzi:)

Cóż, chyba nie był to ksiądz pokroju ks. Twardowskiego... Podobno był gruby, czerwony na twarzy i strasznie wrzeszczał na penitentów. Nikt nie chciał stać do niego w kolejce do spowiedzi, bo potrafił wyskoczyć z konfesjonału i publicznie ochrzanić tego, co właśnie wyznawał grzechy. Ale kościół pobudował i spoczął w bocznej nawie...

A poprzednia nazwa ulicy to "Załęże" (został nawet słabo widoczny numer na budynku). Ładnie, nie?:)

niedziela, 28 października 2007

Pozdrowienia dla Nowego Yorku

Statystyki strony wykazały gościa z Nowego Yorku. Mam swoje podejrzenia:) Ania? No bo chyb nie Woody Allen... (a może?:)

piątek, 26 października 2007

Dyscyplina






































Kurcze, blog jednak wymaga pewnej dyscypliny. Najlepiej to widać w statystykach, które lecą na łeb na szyję:)No więc tak - dzisiaj zdjęcia. Najwcześniejsze odsyłają nas trzy tygodnie wstecz, gdy jeszcze piliśmy na śniadanie kawę z papierowych kubków. Brakuje zdjęć z ostatnich dni, gdy zdecydowaliśmy się na dizajnerskie kolory przedpokoju i gdy w ogóle zaczął z tego wszystkiego wychodzić jakiś ład.

Wieczorami robimy sobie "odprawy" spisując na kartce "rzeczy do zrobienia" - lista minimum znacznie się skróciła! (Choć jednocześnie pojawiają się plany, które znajdą swoją finalizację w okolicach Euro 2012:). Główny problem z tym, że czas taryfy ulgowej w pracy się kończy i mnie i Kubie (czyt: Kuba ma nowe duże zlecenia, a ja już dłużej nie mogę przeciągać rzeczy z którymi zalegam od 2 miesięcy). Tak więc cała akcja wymaga teraz sprężenia.
Jeśli marzymy o słodkich świętach w miłym domu to mamy bardzo niewiele czasu, szczególnie, że Kuba w połowie grudnia leci - uwaga, uwaga - do Tibilisi, robić wystawę dla Instytutu Adama Mickiewicza (musi np. wykonać 30 chochołów - staram się zachować powagę:)
A co u innych członków komuny? Dziewczyny wprowadziły się hucznie, jednocześnie robiąc imprezę. Jesteśmy też dziećmi epoki lenistwa - jak chcemy sobie coś powiedzieć to zamiast lecieć po schodkach, wysyłamy smsy... Ciekawe czy , gdyby "Dzieci z Bullerbyn" były napisane dzisiaj to też zamiast sznurka używałyby smsów..

A Kuby strona też się aktualizuje. Polecam! Link obok - >

poniedziałek, 22 października 2007

00:30

Po apelu Donalda Tuska mąż wziął się od razu do pracy i szlifuje deski na progi (do pokojów, a nie wyborcze:)

A ja ściskam kciuki, żeby się udało - tu nie myślę już tylko o progach:)

piątek, 19 października 2007

Wyborczo

Jeszcze przed ciszą polecam stronę kandydatki z Poznania, która przykuła moją uwagę hasłem "LID jak Lider - E jak Elwira" Strona ma adres www.elwira.org

A i jeszcze ostatnio na ulicy ktoś chciał mi wcisnąć ulotkę Piotra Gadzinowskiego. Zastanawiałam się z jakiej listy on startuje i okazało się że z LIDu. Ale za to do każdej ulotki w razie pozytywnej reakcji biorącego - dorzucana była smyczka z napisem "Czytam "NIE".

A poza tym miałam napisać, że mieszkamy, Kuba pomalował podłogę i rozpoczęliśmy akcję odguzowywania drugiego pokoju. Może wrzucę jakieś zdjęcia - jeśli odkryję, że ktoś w ogóle to ogląda:)

wtorek, 16 października 2007

A jak żeśmy się wyprowadzali....

Ostatniej nocy do naszego budynku/hotelu wprowadzili się rozrywkowi Polacy. Impreza wystartowała i szybko osiągnęła wysoki poziom nasycenia alkoholem. Tempo było naprawdę zawrotne bo nie minął nasz jeden kurs z meblami (kurs zajmował około godziny) a po schodach zaczęły zczołgiwać się pijane watahy. Mniej więcej w tym czasie, pomagający nam w przewózce Bartek rozczulał się nad utratą tak wspaniałej miejscówki:
- I co, nie żal wam?
- No wiesz - zawsze zastanawiam się jak to najlepiej wytłumaczyć - to miejsce ma swoje poważne wady... Hałas, samo centrum, śmieci, imprezy za oknem... - Bartek nie wyglądał na zbyt przekonanego.

I wtem, przed budynkiem jedna z imprezowiczek zaczęła głośno zawodzić i wymiotować. Nie wiedzieć czemu troskliwi koledzy wyprowadzili ją na podwórko bosą.
- Błagam, oddajcie mi moje buty - wyła. A koledzy do niej - cicho, cicho, rzygnij to ci przejdzie.

Bartek popatrzył na mnie z niepewną miną i stwierdził - No może masz rację... może to nie jest najlepsze miejsce. Tam pewnie będzie spokojniej...
- No oczywiście! A wszyscy myślą, że śródmieście to takie świetne miejsce. Jeny, ale ludzie trzymają się stereotypów... - rozkoszowałam się tą chwilą tryumfu.

Pycha szybko została ukarana. Jedna z dziewczyn towarzyszących tej bez butów, zawołała:
- Dzwoń do Grubego! Jedziemy na Grochów!

Mieszkamy

Uwaga, Uwaga! W dniu 7 października oficjalnie opuściliśmy metę na Nowym Świecie wybierając niepewny los na Grochowie przy ulicy Ks. Sztuki (kim był ks. Sztuka - w następnych odcinkach). W lokalu posiadamy - piec żeliwny, dwa pokoje (w tym jeden zagracony), podłogę z desek, sąsiadów znanych i mniej znanych, drzewa za oknem... Odkryciem ostatnich dni jest że po okolicy niesie się szczekanie psów....