wtorek, 24 sierpnia 2010

niedziela, 29 listopada 2009

uhu

Wróciłam po 3 dniach delegacji. Niebywałe, bo Ł. mówi wyraźniej i sporo nowych słów. Na topie dalej sowy. Ale też słonie, hipopotamy i lwy. Ł. wszytkie te zwierzęta obejrzała pilnie na youtubie a dziś znaleźliśmy dla niej w necie mnóstwo sów.

Wszystko to zaczęło się od piosenki "my jesteśmy rada puchaczy", która rano nawet leciała w Zagadkowej Niedzieli. I z obrazków wynika, że puchacze są bardzo ładne. Tak to dajemy się wkręcić w fascynacje naszej córki...

środa, 25 listopada 2009

Odśnieżenie

Jak spojrzałam na daty, to wyszło, że od ostatniego wpisu minęło pół roku. Popatrzyłam sobie przez ten czas na różne blogi pisane z wielkim zaangażowaniem, talentem, humorem - i to osłabiło mój zapał. Ale spróbuję jeszcze raz - po cichutku, małymi krokami.

Pierwsza i najważniejsza wiadomość - już za chwilę nazwa "na sztuki" przestanie mieć rację bytu. Czeka nas kolejna i na pewno nie ostatnia w życiu przeprowadzka. Mieszkanie większe, ciepłe, wygodniejsze, choć... no pewne rzeczy odchodzą bezpowrotnie.

Druga rewolucja, choć rozgrywająca się powoli i podstępnie - Łucja gada. Jej język jest w dużej mierze dialektem stworzonym od podstaw. "Lau" to kotek; "Lu" - zapnij, zamknij; "tyty" - buty i dużo, dużo innych - codziennie nowe.

A materiał zdjęciowy - wspomnienia z Włoch, skąd wróciliśmy dwa tygodni temu a wydaje się, że hu hu..

P.S. "huhu" to sowa rzecz jasna (zwykle Ł. widzi sowę, tam gdzie my byśmy w życiu nie zobaczyli)





poniedziałek, 25 maja 2009

real/wirtual

Wszystko się miesza... Dziś spotkałam na placu zabaw mamę z dwiema córkami, które kojarzę z bloga. Tata tych dziewczynek jest fotografem, stąd na blogu dużo pięknych zdjęć. Ale nie odważyłam się zagadać... I czuję się w związku z tym trochę jak szpieg. Zawsze jak widzę kogoś, o kim wiem, kim jest a on nie ma pojęcia kim jestem ja - mam głupią minę. No bo jak tak...zagadnąć...

Dobrze, że blog na sztuki nie jest masowo czytany;)

To jeszcze zdjęcie. Stare całkiem, ale ostatnio głównie zasuwam do pracy i mało okazji do fotografii.






Acha, Łucja czapki zakłada sobie sama, które chce i jak chce

A na deser - film pamięci Michela Jacksona... Tu pragnę nadmienić, że słuchałyśmy go wcześniej, niż zaczęły go puszczać wszystkie stacje radiowe:)

środa, 6 maja 2009

Słomiane wdowy (?)

no w każdym razie jakby tego nie nazwać, siedzimy same. Kuba pojechał do Wilna realizować Dziady. To tez pierwszy tydzień, gdy chodzę do pracy, choć na razie wyszłam tylko raz. Opiekunka powróciła po tygodniowej niedyspozycji. Wieczorami staram się zmobilizować do złogów pracowych (a miałam nie pracowac w nocy! - chyba jeszcze się tak nie da). I rozpaliłam w piecu bo zimno trochę się zrobiło. '

Całe to uwijanie się uświadamia mi, co znaczy być tzw. samotną matką, szczególnie, że miałam ostatnio okazję kilka takich dziewczyn spotkać. I to jest jakieś niepojęte - ciężar odpowiedzialności, zagwozdka jak wytłumaczyć tę sytuację dziecku - nie może mi się to pomieścić w głowie. Oj, kurcze - nie wolno narzekać, na to co się ma.

czwartek, 30 kwietnia 2009

Plac Szembeka...

wyrasta na kultowe miejsce. Tutaj link do sentymentalnego opisu na jednym z blogów http://syrenigrod.wordpress.com/2009/03/17/plac-szembeka/ a ja juz za dwa tygodnie będę prowadzić fokusy z mieszkańcami na temat rewitalizacji pl. Szembeka i STRASZNIE się cieszę. Koleżanki z Karowej wiedza jak mi sprawić przyjemność

piątek, 24 kwietnia 2009

Aktualizacje

eksperymenty z grafiką nadal trwają.

film z wiaderkiem już da się odtworzyć. Ale pisałam już, że nieaktualny, prawda?:)