piątek, 27 lutego 2009

dzień, którego nie było

chcę napisać tylko tyle, że to był piątek i że wrył mi się w pamięć juz chyba na zawsze. Było trochę słońca ale nie za ciepło. Na izbie przyjęć pani jednym palcem stukała w komputer wpisując moje dane. Pani w szatni zyczyła wszytskiego dobrego i mówiła że ma wnuka. Bardzo chciałam być dzielna i jakoś tam w sumie byłam... Żałowałam, że nie mogę słuchać radia, bo puszczali tego dnia obciachowe piosenki, takie jak lubię.

Jutro świętujemy pierwsze urodziny Ł. ale ja też przy tej okazji sporo myślę o sobie, o tym co mnie spotkało i jak bardzo się zmieniło moje życie. O tym, że "ja" przestało być wtedy najważniejsze i że nawet po roku to nie jest łatwe.

widzę przez okno, że zycie płynie sobie normalnie



W któreś z tej sal jestem ja:)