poniedziałek, 19 maja 2008

Dzika

Swego czasu (choć nie za mojej kadencji) było na Bednarskiej dziewczę, które urodziło dziecko gdzieś w okolicach drugiej klasy liceum. Szkoła należy jak wiadomo do tych wrażliwych społecznie - postanowiono więc pomóc uczennicy, która po krótkiej absencji zaczęła uczęszczać ponownie na lekcje, zabierając ze sobą potomka. Tak więc do grona dziwnych i niespotykanych obrazów z Bednarskiej doszedł tez ten, jak Ługowska objaśniając zawiłości literatury, tuli dziecię pod tablicą. Uczennica, nazywana Dziką była tez przeze mnie widywana często na Chmielnej, gdy z wyrazem oczu godnym jej ksywy, szybko popychała wózek o różnych dziwnych porach dnia a zdarzało się ze i wieczoru.

Odkąd Łucja skończyła 2 miesiące bywają dni, że czuję się jak Dzika - zasuwając z wózkiem po Krakowskim Przedmieściu, załatwiając sprawy na UW i spotykając tabuny znajomych. Kuba przyznał się, że też czasem tak się czuje - babysittując Łucję a jednocześnie pracując, załatwiając sprawy w ZUSie itp, itd.

Nasza córka patrzy czasem nieufnie, gdy wyciągamy ją z wózka w dziwnych miejscach i okolicznościach ale ogólnie wykazuje dużą tolerancję. Do czasu, jak myślę - ale może uda nam sie ją jeszcze zabrać na badania małych, gminnych bibliotek (w czerwcu).

A z dokumentacji wrzucam zdjęcia z wyprawy na wystawę o Bobkowskim (żeby nie było, że targamy ją wszędzie, nie poszerzając jej horyzontów).