
No i stało się. Kuba poleciał do Gruzji a ja zostałam z kalendarzem adwentowym w postaci sterty drewna. Drewno tak jest wymierzone, że powinno starczyć na styk do jego powrotu a więc do samych świąt. Miłym prezentem było to, że Kuba zamiast wylecieć wczoraj wieczorem, poleciał dziś o świcie (opóźnienia samolotów). Dzięki temu mieliśmy zupełnie gratisowy wieczór - bez załatwiania, ganiania itp.
Dzisiaj miałam taką myśl, że to trochę jak bycie singlem - a ja przecież zawsze twierdzę, że ten stan ma swoje zalety.
Np, będąc singlem, można:
- oglądać w łóżku telewizję
- jeść mrożoną pizzę na obiad
- grać w nocy w gry komputerowe
- zrobić bałagan w łazience
- pójść znienacka do kina
- oglądać głupie filmy na dvd
Mam dwa tygodnie na weryfikację, czy to rzeczywiście takie fajne... Bo coś mi mówi, że można, ale po co...
W związku z powyższym zapraszam do wpraszania się i do zapraszania. U nas w mieszkaniu duże zmiany, w przeddzień wyjazdu, w pośpiechu, nastąpiła inauguracja drugiego pokoju. Mamy więc i bawialnię i sypialnię... A ja w tych przestrzeniach jestem trochę kotem...